Biegowe pół roku za mną-podsumowanie!!

Cześć.


Ostatnio pisałem o poczynaniach swoich zawodniczek, a dzisiaj na odstrzał biorę samego siebie.



Początek nowego roku to standardowo przygotowania do sezonu wiosennego. Styczeń to liczba 227 przebiegniętych kilometrów. Wykonałem dwa ciekawe biegi ciągłe; pierwszy 2x5km (19’45”, 18’44”) i drugi bieg ciągły 10 km (38’13”). Treningi bez rewelacji, ale jak na styczeń było bardzo dobrze. 11 lutego postanowiłem wystartować w IV Biegu Zaślubin Polski z Morzem. Start biegu odbył się we Władysławowie, a meta usytuowana była przy porcie rybackim w Pucku. Teren do biegania idealny nie był, miejscami bardzo ślisko i górki przez pierwsze 6 kilometrów. Zająłem 4 miejsce ze średnią 3’41”/km. Z biegu mogłem być zadowolony.

Na początku marca miałem kolejny start, tym razem bardziej sprinterski bo na dystansie niespełna 2 kilometrów.. achh co to był za bieg. Bieg Wilczym Tropem w Golubiu-Dobrzyniu zacząłem bardzo wolno, jednak dokładnie w połowie dystansu

zdecydowanie ruszyłem biegnąc poniżej 3 minut na kilometr. Udało mi się „rozgonić” peleton, jednak nie każdy chciał odpuścić. Michał Kanigowski napierał i na 150 metrów do mety objął prowadzenie i zaczął mi uciekać; wtedy tylko wola zwycięstwa kierowała mną, zamknąłem oczy i biegłem ile sił w nogach, wygrałem dosłownie o włos. Luty to 210 kilometrów.



Pod koniec marca odbył się Bieg Barbarki. Był to pierwszy bieg zaliczany do cyklu Grand Prix województwa Kujawsko-Pomorskiego. Przed tym biegiem wykonałem bardzo dobry biegł ciągły 8 kilometrów ze średnią 3:34/km i apetyty były duże. Na Barbarce pobiegłem 34’:03” i zająłem drugie miejsce open.

Po tym biegu apetyt na lepsze bieganie był ogromny. Wykonałem trening tempowy 7x1km, gdzie ostatni kilometr pobiegłem w 2’:57”!! Oczywiście takie tempowe treningi wykonuję na bieżni, więc o pomyłce typu „GPS źle pokazał” nie było mowy. Na przełomie kwietnia z majem pojawiły się 3 biegi w krótkim odstępie czasu, które z resztą wygrałem, ale co się stało później nie jestem w stanie logicznie wytłumaczyć; moje treningi nie były regularne, zaczynało pojawiać się zmęczenie, dużo odpoczynku, mało biegania i bieg Europejski na dystansie 5 kilometrów zakończyłem czasem 16’50”.

Później były biegi zaliczane do cyklu Grand Prix woj. Kujawsko-Pomorskiego i pomimo, że potrzebowałem przerwy na odpoczynek i poukładania sobie wszystkiego to „musiałem” startować. W Brześciu pobiegłem 35’07” natomiast w Lisewie 35’:40”. Po tym biegu wiedziałem, że jestem na granicy przemęczenia. Niechęć do biegania jaka towarzyszyła mi przed zawodami była ogromna. Wszystko mnie irytowało, zagubiłem się w tym co powinno sprawiać mi radość!

Tydzień później zapisany byłem na bieg w Solcu Kujawskim; udział w tym biegu był pod znakiem zapytania. Dopiero na 2 dni przed biegiem zdecydowałem, że jednak pobiegnę. Samopoczucie trochę lepsze, udało się pobiec 16’:48”, ale wiedziałem, że do swojej najlepszej dyspozycji wciąż daleka droga.



Nadszedł dzień 17 czerwca, czyli V Szybka Trójka. Oj pamiętam jak kilka lat wcześniej nabiegałem tam 9:19. Wtedy 2 tygodnie przed zawodami wylądowałem w szpitalu po tym jak straciłem przytomność po biegu, jednak o tym nie chciałem już pamiętać.

Cel miałem jasno nakreślony już w marcu- BIEG PONIŻEJ 9 MINUT. Niestety tylko głupiec w mojej obecnej sytuacji upierałby się, że będzie biegł na ten wynik. W podświadomości jednak chciałem pobić rekord imprezy. Na starcie dowiedziałem się, ze mój główny rywal nie startuje w tej samej serii. Trochę mnie to wkurzyło, ponieważ w dwójkę łatwiej o lepszy czas. Nastąpił start, zacząłem tempem 3:10 na kilometr od samego początku, później miałem przyśpieszyć jeżeli będzie z czego. Patrzenie na zegarek na stadionie? No cóż, jeśli nie ma zegara na mecie to trzeba. Patrzenie na zegarek nie zawsze oznacza korzystanie z GPSa, ale o tym widocznie zapomniał spiker zawodów, który co chwilę wspominał o tym, że stadion ma 400 metrów i nie trzeba patrzeć na zegarek czy GPS złapał sygnał.



Skupiłem się na swoim celu. Po podręcznikowym pierwszym kilometrze nastąpiło zwolnienie. Tempo spadło, dupa siadła i było już po biegu. Mój krok wyglądał coraz gorzej, coraz trudniej było mi utrzymać rytm biegu. Po drugim kilometrze miałem już 6’:30” na zegarku i psychicznie odpuściłem walkę w tym biegu. Czas na mecie 9’:45” dał mi trzecie miejsce OPEN i drugie w kategorii do 29 lat. Po tym biegu postanowiłem zrobić roztrenowanie, które trwa w najlepsze. Z celów na wiosnę nie udało mi się osiągnąć niczego, ale czasami tak bywa.

Dokonałem dokładnej analizy treningowej i widzę dużo błędów jakie zrobiłem. Ciężko samemu sobie układać plan treningowy, być świadomym kiedy odpuścić, a kiedy dokręcić śrubę, dlatego podjąłem decyzję o współpracy z trenerem. Nie liczę na super wyniki, gdyż nowe poglądy, nowe bodźce treningowe różnie mogą na mnie zadziałać, ale chcę zmian i dążyć do doskonalenia się i spełnienia swoich marzeń. Na pewno nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa, zdrowie jest, a reszta to kwestia czasu

Dziękuję fotografom: Ania Żuchowska, Paweł Krupa, Wasyl Grabowski "pasjabiegania.pl", Mariusz Kryske, Spójnia Photo, Jan Chmielewski


Do zobaczenia wkrótce, Pozdrawiam, Czarek :)

#bieganie #czarekmysera

Wyróżnione posty
Ostatnie posty
Archiwum
Wyszukaj wg tagów
Nie ma jeszcze tagów.
Podążaj za nami
  • Facebook Basic Square

@2018 Projektantem strony jest Cezary Mysera

Wszelkie kopiowanie bez zgody autora zabronione

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now