Od kontuzji po Grudziądz!

18 września 2016 roku... To właśnie wtedy kontuzja z której wyszedłem powróciła, ale od początku...


Tydzień po nieudanym dla mnie półmaratonie postanowiłem być pacemakerem dla Ani w II Lipnowskim Biegu Ulicznym na dystansie 6km. Bieg ten przebiegliśmy z prędkością 4:20/km, później ja w planie miałem jeszcze krótkie, za to mocne tempówki.. i to był mój gwóźdź do trumny.. Trening nieprzemyślany szybko zamienił się w przerwę, która tak naprawdę trwała do lipca..


Pierwsze dni kontuzji- ambitne, dużo roweru, ćwiczeń, działania.. Początek października jednak okazał się leniwy, przebiegłem zaledwie 13 kilometrów w ciągu miesiąca i przejechałem 50 kilometrów na rowerze.. Jesień-zima to dwie najgorsze pory roku jak dla mnie. Rośliny umierają, świat staje się ciemny i ponury. Tak też było ze mną, odpoczywałem, nic nie robiłem, próbowałem rehabilitacji, ale nie przynosiła efektów. Tak zamknąłem 2016.rok, w którym przebiegałem 2203 kilometry. Wtedy również miałem dużo czasu na przemyślenia.. Z początkiem roku przyszło postanowienie: zaczynam działać inaczej! bo najtrudniejszy jest ten pierwszy krok!!.

W styczniu przebiegłem już 90km, a w lutym nawet 148 kilometry. Marzec to czas, który poświęciłem na rehabilitację, jak się później okazało zupełnie niepotrzebną. Do maja truchtałem nie przekraczając w miesiącu 100 kilometrów. Miałem nadzieję, że wszystko wróci do normy, że będę mógł regularnie trenować. Gdy zauważyłem, że czas leci, a poprawy nie ma spróbowałem swoich sił gdzie indziej! Jadę na USG!! Jestem w gabinecie, zestresowany, chce usłyszeć jak najwięcej informacji, jak najwięcej dobrych informacji!! a otrzymuję co? "-Ja tu nic nie widzę, może buty za małe?".. I to powiedział lekarz, który podobno jest jednym z najlepszych w Płocku... ręce mi opadły, podniosłem głos, nie wytrzymałem.. Powtórne badanie.. tym razem jednak już Pan "doktor" coś widzi...

Zerwanie ścięgna Achillesa na odcinku 4x2mm. "Lekarz" stwierdza, że to nie powinno być powodem jakiegokolwiek bólu, o operacji nie ma mowy. Dostaję namiary do fizjoterapeuty na Orlen Arena. Wahałem się czy w ogóle tam iść, ale nie miałem wyjścia, pojechałem oczekując nadziei, pozytywnego słowa! W gabinecie usłyszałem, że wrócę do biegania, 2-3 tygodnie i będę mógł wznowić treningi!! Wyszedłem pełny optymizmu i nadziei, ale czyny nie słowa!! Po pierwszej wizycie nie dostrzegłem większych zmian.. Oczywiście o bieganiu nie było mowy, kategoryczny zakaz!! Jak najmniej ruchu!! Nadzieja trochę opadła, ale po drugim zabiegu widziałem różnicę, oby tylko nie krótkotrwałą. Po zakończonej "kuracji" na do widzenia usłyszałem, że za kilka miesięcy mogę wrócić z tym samym problemem, dlatego do treningu musiałem przystąpić z głową, aby każdy kilometr był wykorzystany w 100% bo każdy kilometr biegu jest na wagę złota. W czerwcu przebiegłem całe 48 kilometry i były to kilometry szczęścia, pomimo, że męczące, niesamowicie wolne to szczęśliwe!. Lipiec to już "wejście w obroty" o ile można tak powiedzieć. Wykonałem 19 treningów. W sumie 198 kilometrów w nogach. Pojawiły się także szybsze treningi, choć nie ukrywam po pierwszym WB3 obawiałem się, że następnego dnia obudzę się z bólem. Tak jednak na szczęście się nie stało, zacząłem więc wprowadzać coraz to inne formy biegowe, aż w końcu wykonałem sprawdzian na 10 kilometrów. Nie zgadniecie ile wtedy pobiegłem. Dokładnie 40:45. Brakowało wiele, ale właśnie wtedy postanowiłem, że nie przekreślę jeszcze tego sezonu!. Przecież jest dopiero lipiec!! Jeśli powiem wam, że właśnie wtedy ustaliłem swoje cele na ten rok to mi uwierzycie? Bo tak właśnie było! Pierwszy cel to Sierpecka Dziesiątka! Wtedy tzn 3 września miałem pobiec poniżej 37min!! To był mój cel, trasa płaska, atestowana, więc czemu by nie? Jednak zanim pobiegłem Sierpecką Dziesiątkę przyszedł sierpień, w którym przebiegłem 184 kilometry i wziąłem udział w 3 Biegu Kikolskim. To właśnie tam średnia na kilometr wyniosła 3'29" (nie całe 5km). Po tym biegu 5 dni nie biegałem, a to za sprawą spuchniętego palca. Postawiłem sobie cel minimum na ten rok, który wynosił 35:xx na 10 kilometrów. Pierwsza próba będzie w Grudziądzu 30 września!! Jeśli wypali to 11 listopada bieg na poniżej 35 minut... Ambitnie? i to jak...


Przyszedł dzień Sierpeckiej Dziesiątki, czułem, że moje bieganie jest już na innym poziomie. W Sierpcu pobiegłem 36:22, i byłem zadowolony, gdyż cel minimum osiągnąłem, jednak czułem niedosyt, bo wiedziałem, że to nie jest to, i nie chodzi mi tutaj o czas, a o samopoczucie. Czułem, że nie dałem z siebie wszystkiego.

Tydzień później Gąbińska Dziesiątka. Oj co to był za psychiczny bieg dla mnie.. Teren, którego nie lubię, nie potrafiłem się przełamać. Tą imprezę przegrałem w głowie, czas 36:58. Później wspominałem, że na 3 tygodnie uciekam w trening, aby później pojawić się w Grudziądzu. Tak naprawdę uciekłem w 2 tygodnie treningu, gdyż ten trzeci to regeneracj i leczenie przeziębienia, które trwa do dziś. Ale po kolei..



Pierwszy tydzień- 6 treningów, 82 kilometry w nogach w tym dwa biegi ciągle i jakieś przyśpieszenie na ostatnich kilometrach, reszta to spokojne rozbiegania ponad 5 min/km. Kolejny tydzień to również 6 treningów, jednak tutaj obciążenie wyniosło już 64 kilometry. W tym właśnie tygodniu wykonałem bieg ciągły po którym wiedziałem, że jestem w gazie. Różnica pomiędzy najwolniejszym, a najszybszym kilometrem wyniosła 1,6 sekundy!! A w weekend czekał mnie start w Płonnem, który potraktowałem jako kolejny bieg ciągły! Dużo miałem biegów ciągłych, ale od lipca miałem także kilka innych treningów szybkościowych, między innymi kilka zabaw biegowych,wytrzymałość tempowa czy chociażby biegi zmienne.


Ostatni tydzień przed Grudziądzem wyglądał źle.... Początkowo kichanie, później ból głowy, gardła, osłabienie. W czwartek zastanawiałem się czy w ogóle mam pobiec, czy jest sens. W piątek głowa już nie bolała, osłabienie już też jakby ulegało, pozostało tylko kichanie, katar i ból gardła czyli w sumie mało. W sobotę swoim wynikiem zadziwiłem pewnie nie jedną osobę. W Grudziądzu wykonałem 100% celu jaki sobie założyłem na ten rok. Jak widać można, trzeba wierzyć i konsekwentnie dążyć do swoich celów. Trzeba wyznaczać sobie cele, marzenia. Bo ten "kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki" ~Paul Michael Zulehner, a wrzesień to aż 275 kilometry w nogach!



#kontuzja #Grudziądz #bieganie #CezaryMysera #sierpc #Gąbin

Wyróżnione posty
Ostatnie posty
Archiwum
Wyszukaj wg tagów
Nie ma jeszcze tagów.
Podążaj za nami
  • Facebook Basic Square

@2018 Projektantem strony jest Cezary Mysera

Wszelkie kopiowanie bez zgody autora zabronione

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now